11 sierpnia 2021

meta Alpe Adria, a ja kręcę dalej

Do mety szlaku Alpe Adria zostało mi jakieś dwanaście kilometrów po bardzo płaskim terenie. Pozbierałem się sprawnie i przed dziewiątą byłem już w trasie. Tego dnia najtrudniejszym odcinkiem miał okazać się Triest – jak mawiam: europejskie San Francisco: port a zarazem miasto, położone na stromo opadającym do morza brzegu. Słowem: golgota rowerzysty.

10 sierpnia 2021

ciało Italia!

Wtorek, 10 sierpnia to pierwszy dzień w moim życiu, w którym, pchany (a może ciągnięty?) wyłącznie siłą mięśni, dotarłem do granicy włoskiej, i to wcale nie najkrótszą drogą. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie każda kolejna granica w Europie to jakiś swoisty next-level. Czy powód do dumy? Nie, może nie aż tak. Ale na pewno kolejny poziom, jakieś trofeum.

09 sierpnia 2021

rajd po Karyntii, czyli słoneczna (lepsza) strona Alp

W okolicy Villach skręca się dość ostro w prawo, na zachód, po czym pozostaje jakieś dwadzieścia parę kilometrów do włoskiej granicy. Poniedziałek w porównaniu z dniem wczorajszym to iście relaksacyjny zjazd z Wysokich Taurów, najpierw w dół, z biegiem rzeki Möll, później Drawy i tak aż do Villach. Potem jest pod górkę, ale znów w górę rzeki (tym razem Gail) więc bez szału i nawet w końcówce dnia ten odcinek nie stanowi problemu.

08 sierpnia 2021

nikt nie mówił, że będzie lekko

Gdy uprawiasz dowolny rodzaj turystyki albo sportu, zapewne znasz to uczucie, kiedy rano wstajesz i wiesz, że czeka cię najtrudniejszy dzień całego wyjazdu. Nie chce ci się wtedy wstawać i mimowolnie szukasz sposobu, jak odsunąć od siebie ten problem. A kiedy niechęć dodatkowo wzmacnia niepewna pogoda, jest już praktycznie przewalone. Dziś rano jest dokładnie tak: chłodno, poranne niebo dosyć szczelnie zasnute chmurami i tylko prognozy w miarę pocieszające.

07 sierpnia 2021

Alpe Adria czas zacząć

Dziś sobota. To TEN dzień – dojadę do startu szlaku Alpe Adria i zrobię nim pierwsze kilometry w kierunku Adriatyku. Od rana świeci słońce, robi się coraz cieplej, zupełnie, jakby pogoda chciała razem ze mną uczcić tę skromną uroczystość.

06 sierpnia 2021

witamy w Alpach

Szósty albo siódmy (zależy jak liczyć) dzień wyprawy rozpoczął się chłodno i pochmurno, ale przynajmniej nie padało. Mogłem spokojnie osuszyć namiot, spakować się i ruszyć w dalszą podróż, która tym razem miała upłynąć pod znakiem spokojnego, ale jednak permanentnego pięcia się w górę – z dwustu-kilku na ponad pięćset metrów nad poziomem morza. Wisienką na torcie okazały się widowiskowe panoramy na Alpy, górujące majestatycznie nad jeziorem Attersee.

05 sierpnia 2021

Au, kibluję!

To nie krzyk rozpaczy, choć w czwartek nie robię ani kilometra. Pauzuję w Au and der Donau na kempingu o tej samej nazwie – w niewielkiej miejscowości nad samym Dunajem, jakieś dwadzieścia kilometrów od Linz, nieopodal ujścia Enns.