15 czerwca 2025

zwiedzam Seattle

Niedziela miała być pierwszym dniem w całości poświęconym na kręcenie pedałami po Stanach. Zaczęło się oczywiście z poślizgiem, ale tym razem miałem to uwzględnione w planie podróży i zupełnie jakoś mi to nie przeszkadzało.

Jet-lag na szczęście jest łagodniejszy po podróży ze wschodu na zachód, niż odwrotnie. Po wczorajszej, wyczerpującej, 33-godzinnej sobocie, rano udało mi się zaskakująco szybko dojść do siebie i w okolicach dziewiątej byłem już gotów do kolejnego aktywnego dnia.

Wczoraj wieczorem, zaraz po wyruszeniu z lotniska do centrum Seattle, odkryłem jakieś takie niezbyt dobrze brzmiące stuki z tyłu roweru, w okolicach koła. Stukało nieregularnie, z echem, kilkukrotnie zawsze po zjechaniu z krawężnika na drogę. Nie podobał mi się ten dźwięk, ale pomimo kilku pauz po drodze, żeby go zdiagnozować, nie udało mi się. Trzeba było dojechać na miejsce i dokładnie przejrzeć rower. Odkryłem, że pękło mi uszko mocujące dół tylnego bagażnika do ramy. Z takim defektem nie dało się wyruszyć w daleką miesięczną podróż, trzeba było wymyślić jakieś trwalsze rozwiązanie. Na szczęście byłem przecież w centrum cywilizowanej aglomeracji i na szczęście (uwaga uwaga!) handel w niedzielę w USA nie jest zabroniony. Da się? Znalazłem więc od razu z rańca serwis rowerowy i zgłosiłem się po prośbie o zreperowanie.

Przymusowy czas wolny wykorzystałem na zwiedzanie. Pierwsze kroki skierowałem – a jakże – do symbolu miasta, którym jest Space Needle (dosłownie: Kosmiczna Igła). Ta, wysoka na 184 metry wieża widokowa została oddana do użytku pod koniec 1961 roku i stanowi jedną z najwyższych struktur na zachód od Missisipi. Szeroka na 41 metrów, waży 8660 ton, wytrzymuje wiatry o maksymalnej prędkości 320 km/h i trzęsienia ziemi o magnitudzie do 9.0 w skali Richtera. Na dole, stojąc w kolejce do windy, można zapoznać się z bogato ilustrowaną historią budowy wieży, jej makietą, no i oczywiście kupić pamiątki.
Windy przewożą zwiedzających 160 metrów w górę na platformę widokową, z które roztacza się wspaniały widok 360° na centrum miasta, Góry Kaskadowe, Półwysep Olimpijski, wulkan Mount Rainier i liczne wyspy położone w zatoce Puget Sound. Na wschód, w bezpośrednim sąsiedztwie wieży znajduje się gmach zbrojowni przekształcony w interdyscyplinarne centrum edukacji dla dzieci i młodzieży. Wśród ciekawostek tego obiektu uwagę przyciąga ekspozycja pająków przygotowana wspólnie Australia Museum, a jej marketingowym chwytem są dwa dwudziestometrowe malowidła kosarzy na dachu, które z perspektywy Space Needle do złudzenia przypominają trójwymiarową instalację.
Natomiast ciekawostką platformy widokowej jest jej podłoga. Obraca się ona bardzo powoli wokół własnej osi, więc siedząc przy stoliku w restauracji i mając dłuższą chwilę na kawę, nie trzeba ruszać się z miejsca, żeby obejrzeć wszystko dookoła. Dodam, że bardzo długą, bo aż trzy kwadranse – tyle trwa jej pełen obrót. Ruch podłogi jest na tyle powolny i wyważony, że wymaga pojedynczego silnika o mocy zaledwie 1,5 konia mechanicznego.

W drodze powrotnej, jeszcze pieszo, zerknąłem na imponujące The Spheres (Sfery), będące globalną siedzibą firmy Amazon. To unikalne, szklane kopuły w Seattle, pełniące funkcję nowoczesnego biura i ogrodu botanicznego z ponad 40 tysiącami roślin. Zapewniają pracownikom kontakt z naturą (biofilia), promując kreatywność i redukcję stresu. Obiekt jest dostępny dla publiczności w wybrane weekendy po wcześniejszej rezerwacji. Ja jej nie miałem, podobnie z resztą jak nadmiaru czasu, więc obszedłem się widokiem zewnętrznym i pomaszerowałem dalej.
Inną perełką architektoniczną downtownu Seattle jest lokalny Times Square Building. To historyczny, zabytkowy budynek w kształcie żelazka, zaprojektowany w stylu Beaux-Arts i ukończony w 1916 roku. Budynek pierwotnie mieścił redakcję gazety The Seattle Times. Wielki Kryzys lat trzydziestych zmiótł redakcję z rynku, ale budynek pozostał i do dziś w doskonałym stanie cieszy oko swą unikalnością.
Wracając do hostelu mijam infrastrukturę szybkiej kolejki jednotorowej (Seattle Monorail), która kursuje tu wahadłowo od Seattle Center, czyli spod zbrojowni, wzdłuż Piątej Alei, aż do Westlake Center. Nie jest długa, ma jakieś raptem półtora kilometra. Wagonik przemyka często prawie bezszelestnie nad głową i człowiek tylko po cieniu, w ostatniej chwili się orientuje, że w ogóle coś przejechało. Tor kolejki dobrze widać z góry wieży, a na dole szybko zapomina się o jego istnieniu. No i z dołu wcale nie tak łatwo zrobić jej zdjęcie. Mi się nie udało.

No a na koniec wrzucam Wam kilka dosłownie sekund ulicznego folku w wydaniu prawdziwego Chińczyka, tuż pod Space Needle. Oto Ameryka właśnie…

CDN…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz