Nocowałem przy drodze na wzgórzach Los Altos. Rankiem ruch zrobił się już całkiem spory, a w takich sytuacjach czujesz się trochę jak małpa w zoo – przejeżdżający z zaciekawieniem patrzą, jak gramolisz się na zewnątrz tylnymi drzwiami albo jeszcze lepiej, bagażnikiem. Dlatego, nie czekając, zjechałem czem-prę-dzej do aglomeracji i wtopiłem się w tłum.
Cyklista Grzesista
blog niereformowalnego koczownika
27 czerwca 2025
26 czerwca 2025
do cierpliwych świat należy!
Wczorajsze mgły i paskudna widoczność przy Golden Gate zostają wynagrodzone! Przed opuszczeniem na dobre cudownego San Francisco, z uporem maniaka wracam na wzgórze Presidio, bo dziś pogoda w cieśninie to… żyleta! Ani jednej chmurki na niebie, więc warto było poczekać.
Po południu opuszczam miasto i kieruję się do Doliny Krzemowej. Nocleg na oficjalnym parkingu uniwersytetu Stanforda? Na taki pomysł mógłby wpaść tylko… (nie)Cyklista.
Po południu opuszczam miasto i kieruję się do Doliny Krzemowej. Nocleg na oficjalnym parkingu uniwersytetu Stanforda? Na taki pomysł mógłby wpaść tylko… (nie)Cyklista.
25 czerwca 2025
miasto mocnych łydek i dobrych hamulców
Dziś urodziny Miśka. Nie można sobie wyobrazić lepszej daty na dojazd i zwiedzanie San Francisco, miasta-legendy. Miasta, w którym to On był przede mną i polecił mi kilka miejsc, a przede wszystkim te, do których można wracać bez końca. Przejedziemy się z dzikiej ciszy Tomales Bay, przez pochmurny poranek w Sausalito, wprost w chłodny oddech mgły, która otula most Golden Gate niczym brama do innego świata. W sercu San Francisco kroki same poniosą na Union Square, między rytmem Post Street a Mission Street. A potem już tylko metaliczny zgrzyt lin zabytkowego tramwaju, krewetki w Bubba Gump na Pier 39 i powrót przez strome jak ze snu zbocza Russian Hill. Jeden dzień w tym miejscu? To żart, na który stać chyba tylko mnie.
24 czerwca 2025
Redwoods – lasy, które oblepiają milczeniem
Wczoraj w ramach luzów popołudniowych wybrałem się ja na mały spacerek po Eurece. Miasteczko, jakich tu wiele, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Wróciłem do motelu i zakończyłem moje niefortunnie ustawione nocne szkolenie. Potem trochę je odespałem i krótko po dwunastej wyruszyłem w dalszą podróż na południe. Przede mną odludne i tajemnicze Redwoods – kraina, która po dziś dzień pozostaje obiektem westchnień dla aglomeracji San Francisco.
22 czerwca 2025
California love!
Przebudziłem się w samochodzie dość wcześnie, jeszcze przed szóstą. Pierwsza noc na tyłach tego mojego tymczasowego dyliżansu nie należała do jakichś wybitnie wygodnych, ponieważ po złożeniu tylnej kanapy nie przekonałem podłogi, żeby zrobiła się całkowicie płaska. Nieznośny uskok nie pomagał w spaniu nawet pomimo dobrego, miękkiego materaca. Jestem jednak na wybrzeżu Pacyfiku i to oddziałuje na mnie samo z siebie: wszelkie niewygody są jak ból u dentysty, który trzeba znieść, by po nich było człowiekowi tylko lepiej.
21 czerwca 2025
pora zmienić konia na dyliżans
Kolejny poranek, a ja w tym samym łóżku. Tym razem jednak mogę śmiało powiedzieć, że solidnie przespałem się z moim problemem i nabrałem do niego dystansu. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Dziś wstaje nowy dzień. Samochód w wypożyczalni pewnie już czeka. Trzeba go tylko sprowadzić, spakować i można ruszać w drogę.
20 czerwca 2025
Oregon – stan, o którym marzy wielu, a ja już nie
Gertrudy koło mnie nie ma i to jest fakt niezaprzeczalny. Budzę się późnym rankiem i próbuję sobie jakoś poukładać wszystko to, co mnie nocą spotkało. Nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem i znałem to tylko z filmów: kiedy budzisz się rano i zastanawiasz się, czy to, co się wydarzyło wczoraj, działo się naprawdę, czy to był tylko sen? Ale nie, to nie był sen. I co dalej? Pierwsza myśl: aaa, mam wszystko w dupie (wiem, mało literackie). Wracam, impreza spalona. No i pierwsze pół dnia mija mi właśnie w takiej dekadenckiej atmosferze w tym oto motelu…
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)