30 czerwca 2025

objechałem Dolinę Śmierci i… żyję

Jak ja uwielbiam upały! Taak, jestem stworzeniem zdecydowanie ciepłolubnym. Zima jest może i fajna, żeby pojeździć na nartach, ale w sumie to tyle. Nie przepadam nawet za tak zwanymi temperaturami optymalnymi. Ludzie, których spotykam, lubią, kiedy jest nie więcej niż te dwadzieścia kilka stopni. Ja muszę mieć cieplej. I dziś właśnie będzie cieplej.
A co w planach? Niespieszny objazd Doliny Śmierci. To oznacza – ile zobaczę, tyle będzie zobaczone. Bez gonitwy i bez tego typowego turystycznego ciśnienia, które zazwyczaj mi towarzyszy. Jestem tu prawdopodobnie jedyny raz w życiu i chcę delektować się tym wspaniałym miejscem. Obszar parku jest rozległy i wszędzie niespecjalnie blisko, więc jeden dzień to i tak niewiele, bardzo niewiele.

29 czerwca 2025

kiedy księżyc zachodzi zbyt długo

Wyjeżdżam z parku Sequoia w odczuciu, że oto zaczęła się prawdziwa moja przygoda z parkami zachodnich Stanów. W tym pierwszym było super, a w kolejnych będzie jeszcze ciekawiej. Na noc zamierzam dotrzeć do Doliny Śmierci. Ten post nie będzie długi, ale za to niezwykle widowiskowy i dlatego wart przeczytania.

giganty na graniach Gór Skalistych

Zaczynam zauważać pewne ewidentne plusy sytuacji, w której się znalazłem. Owszem, z jednej strony jestem uboższy o niezły rower i koszty związane z samochodem, ale mija właśnie drugi tydzień mojej eskapady, a ja zrealizowałem już prawie cały plan wyprawy rowerowej. To oznacza, że kolejne dwa tygodnie mogę przeznaczyć na miejsca, których nie planowałem, a teraz są praktycznie na wyciągnięcie ręki.

28 czerwca 2025

pacyfikacja coraz dalej od Pacyfiku

Dziś wielki dzień: na dłużej żegnam się z wybrzeżem i uderzam wgłąb lądu. Dzionek zaczynam od krótkiej wizyty w kurorcie Carmel-by-the-Sea, by następnie przez niewysokie góry Diablo Range przeskoczyć do Niziny Kalifornijskiej, a stamtąd w wysokie Sierra Nevada. Za Visalią zaczyna się dolina Kaweah, czyli brama do Parku Narodowego Sekwoi.

27 czerwca 2025

Dolina Krzemowa? Fajna, ale... 🤔

Nocowałem przy drodze na wzgórzach Los Altos. Rankiem ruch zrobił się już całkiem spory, a w takich sytuacjach czujesz się trochę jak małpa w zoo – przejeżdżający z zaciekawieniem patrzą, jak gramolisz się na zewnątrz tylnymi drzwiami albo jeszcze lepiej, bagażnikiem. Dlatego, nie czekając, zjechałem czem-prę-dzej do aglomeracji i wtopiłem się w tłum.

26 czerwca 2025

do cierpliwych świat należy!

Wczorajsze mgły i paskudna widoczność przy Golden Gate zostają wynagrodzone! Przed opuszczeniem na dobre cudownego San Francisco, z uporem maniaka wracam na wzgórze Presidio, bo dziś pogoda w cieśninie to… żyleta! Ani jednej chmurki na niebie, więc warto było poczekać.
Po południu opuszczam miasto i kieruję się do Doliny Krzemowej. Nocleg na oficjalnym parkingu uniwersytetu Stanforda? Na taki pomysł mógłby wpaść tylko… (nie)Cyklista.

25 czerwca 2025

miasto mocnych łydek i dobrych hamulców

Dziś urodziny Miśka. Nie można sobie wyobrazić lepszej daty na dojazd i zwiedzanie San Francisco, miasta-legendy. Miasta, w którym to On był przede mną i polecił mi kilka miejsc, a przede wszystkim te, do których można wracać bez końca. Przejedziemy się z dzikiej ciszy Tomales Bay, przez pochmurny poranek w Sausalito, wprost w chłodny oddech mgły, która otula most Golden Gate niczym brama do innego świata. W sercu San Francisco kroki same poniosą na Union Square, między rytmem Post Street a Mission Street. A potem już tylko metaliczny zgrzyt lin zabytkowego tramwaju, krewetki w Bubba Gump na Pier 39 i powrót przez strome jak ze snu zbocza Russian Hill. Jeden dzień w tym miejscu? To żart, na który stać chyba tylko mnie.