
Mam bardzo statyczną pracę. Statyczną do tego stopnia, że kilka lat temu o potrzebie ruchu przypomniał mi mój organizm. A że jestem typem koczowniczym i ciekawym świata, nad wyborem dyscypliny nie musiałem się zastanawiać...
Czym są dla mnie wyprawy rowerowe? Połączeniem aktywnej turystyki i pasji podróżowania ze sportem na skalę trochę większą niż wyjazd do baru na piwo. Sprawdzeniem, czy całoroczne treningi nie idą w las. Wreszcie próbą oderwania się od wszystkiego, z czym mam na co dzień do czynienia, a co za tym idzie, potężnym ładowaniem akumulatora na kolejny rok!
Spójrzmy na podróże z punktu widzenia tego, co można zobaczyć i zwiedzić po drodze. Zaryzykuję stwierdzenie, że wylot na wczasy samolotem ma się tak do wyjazdu samochodem, jak ten sam wyjazd samochodem do wyjazdu rowerem. Z samolotu można zobaczyć wiele, ale w ogromnej skali. Z samochodu otoczenie obserwujemy zza szyby, która jest dla nas naturalną barierą oddzielającą od otoczenia. Jadąc rowerem, chłoniemy otoczenie wszystkimi zmysłami, uprawiamy ruch na świeżym powietrzu, a przy tym pokonujemy znacznie większe odległości, niż pieszo. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie jest to najlepszy środek lokomocji.
No to w drogę!
Znajdziecie mnie też na: