04 sierpnia 2021

w górę Dunaju

Środa, piąty dzień trasy. Obudziłem się po siódmej i zorientowawszy się, że nie jestem w namiocie tylko na zapleczu świetlicy kempingowej, szybko pozbierałem się i uprzątnąłem legowisko. I dobrze – za kilka chwil zaczęli pojawiać się pierwsi zainteresowani, czy to w celu odłączenia i zabrania naładowanej komórki, czy to po swoje produkty z publicznej lodówki, która też znajdowała się w pomieszczeniu. Widząc mój dobytek, osoby te starały się ograniczać swoją ingerencję do minimum. Z drugiej strony czułem presję, by jak najszybciej pozbierać się i wyprowadzić rower na zewnątrz, i nie wprowadzać niepotrzebnych utrudnień.

03 sierpnia 2021

cyklista na tropie musztardy

Rozstawienie namiotu na uboczu kempingu okazało się bardzo dobrym pomysłem. W drodze do toalet, mimo środka tygodnia, już od rana tłoczno i gwarno, a ja byłem gość, bo miałem świetną miejscówkę wśród drzew i wokół ledwie kilku moczykijów. Wtorek rozpoczął się piękną słoneczną pogodą. To dobrze, bo na dziś cel minimum to wjazd do Austrii, a w wersji ambitniejszej, osiągnięcie linii Dunaju.

02 sierpnia 2021

wśród pól i winnic przez Południowe Morawy

Poniedziałek rozpoczął się niemrawie. Niebo zdążyło się zaciągnąć chmurami i choć nie było chłodno, to jednak bywało lepiej. Pomyślałem sobie: grunt, że nie pada. Pokrowiec na rower, który kompletnie przemoknięty rozwiesiłem na noc, zdążył wyschnąć, choć nocą trzepotał jak flaga na wietrze. Zwinąłem namiot, zjadłem w samotności bułę z pasztetem, zapiłem jogurtem i wyruszyłem w dalszą trasę.

01 sierpnia 2021

krótko, ale treściwie

Spało się świetnie, nawet o poranku. Krople deszczu monotonnie stukały o zewnętrzne poszycie namiotu... Ekhm, zaraz, jak to deszczu?! No pięknie! Drugi dzień wyprawy i już deszcz? Niestety, to się działo naprawdę. Z krótszymi i dłuższymi przerwami, ale cały czas z nieba lała się woda i nic nie wskazywało na to, by rychło miała przestać.