03 sierpnia 2021

cyklista na tropie musztardy

Rozstawienie namiotu na uboczu kempingu okazało się bardzo dobrym pomysłem. W drodze do toalet, mimo środka tygodnia, już od rana tłoczno i gwarno, a ja byłem gość, bo miałem świetną miejscówkę wśród drzew i wokół ledwie kilku moczykijów. Wtorek rozpoczął się piękną słoneczną pogodą. To dobrze, bo na dziś cel minimum to wjazd do Austrii, a w wersji ambitniejszej, osiągnięcie linii Dunaju.

02 sierpnia 2021

wśród pól i winnic przez Południowe Morawy

Poniedziałek rozpoczął się niemrawie. Niebo zdążyło się zaciągnąć chmurami i choć nie było chłodno, to jednak bywało lepiej. Pomyślałem sobie: grunt, że nie pada. Pokrowiec na rower, który kompletnie przemoknięty rozwiesiłem na noc, zdążył wyschnąć, choć nocą trzepotał jak flaga na wietrze. Zwinąłem namiot, zjadłem w samotności bułę z pasztetem, zapiłem jogurtem i wyruszyłem w dalszą trasę.

01 sierpnia 2021

krótko, ale treściwie

Spało się świetnie, nawet o poranku. Krople deszczu monotonnie stukały o zewnętrzne poszycie namiotu... Ekhm, zaraz, jak to deszczu?! No pięknie! Drugi dzień wyprawy i już deszcz? Niestety, to się działo naprawdę. Z krótszymi i dłuższymi przerwami, ale cały czas z nieba lała się woda i nic nie wskazywało na to, by rychło miała przestać.

31 lipca 2021

do Rumunii na lewo, na lewo!

Wiem, nie powinienem zaczynać relacji z nowej wyprawy od wycieczek słownych w kierunku zupełnie innych kierunków. Trzeba się przecież cieszyć tym, co jest tu i teraz. Tym razem nie mogę się jednak powstrzymać, więc pozwólcie, że początek tego odcinka będzie nieco inny, niż wszystkie.

10 lipca 2020

nieubłagany finisz…

Z Łeby wyruszyłem znów późno, bo dopiero o jedenastej. Tym razem jednak wiedziałem, że nie mam szczególnie napiętego planu dnia. Najtrudniejsze było już za mną, teraz to tylko kwestia ostatnich kilometrów na finiszu, całkiem ładnych widoków, a geograficznie – najdalej na północ wysuniętych przyczółków kraju. Wyprawa nieuchronnie zmierzała do końca, to było wyraźnie czuć. W powietrzu, nad moim rowerem unosił się jej dekadentyzm, niczym u Nietzschego… ;)

08 lipca 2020

park Słowiński znam i nawet wiem, jak go ominąć ;)

Kolejny dzień rozpoczął się niemrawo, wietrznie i pochmurno. Na szczęście nie padało. Nie spieszyło mi się, więc bez zwijania namiotu spokojnie spakowałem sakwy i o dziesiątej ruszyłem w dalszą podróż. Droga do Darłowa nadal wiodła wydzieloną asfaltową ścieżką rowerową. Miasto przejechałem właściwie obwodnicą, nie wbijając się do centrum, tylko wzdłuż Wieprzy, parkiem do Darłówka, a następnie nad samym morzem dalej, betonowymi płytami, jedną z najpiękniejszych tras widokowych wzdłuż mierzei na północ.

07 lipca 2020

dzień przygód uważa się za odbębniony

Ciężko tak jakoś i z oporami szło mi pakowanie we wtorkowy poranek. Pogoda wyglądała na stabilną, wokół wszędzie wakacyjna atmosfera, więc nieszczególnie chciało mi się wybierać w dalszą drogę. Nie wiedziałem jeszcze, ile przygód czeka mnie tego dnia! Wieczorem mocno wiało i nawet zacząłem szczękać zębami, dlatego postanowiłem na dłużej zanurzyć się w kempingowej świetlicy. Ludziska z Ekipy na pewno dobrze ją pamiętają – fantastycznie przeszklone ściany, wygodne kanapy i telewizor, na którym w 2018 niektórzy śledzili jeden z meczy Mundialu. Pomieszczenie, mimo fantastycznego widoku dookoła, daje przytulne schronienie przed wiatrem i zimnem. Tym razem usiadłem tam sobie sam, by ogrzać się i powspominać, jak to było tu dwa lata temu.