30 czerwca 2020

kurs na Skalne Miasta

Nazajutrz już przed dziewiątą byliśmy w trasie. Trochę wkręcili nas właściciele stancji, mówiąc, że rano do 850 musimy opuścić pokój. Cóż z tego, kiedy właścicielka przyszła już kwadrans po ósmej i dała dziesięć minut na wyjazd. Chcąc nie chcąc, musieliśmy prędko spakować się i ruszyć w drogę. Plus był taki, że przy dobrej pogodzie mieliśmy niezłą okazję, by nadrobić wczorajsze braki. A pogoda nam sprzyjała tego dnia.

29 czerwca 2020

wzdłuż granicy do Kotliny Kłodzkiej

Drugi dzień miał rozpocząć się deszczowo i tak też było. Wykresy pogodowe mówiły, że przestanie padać o jedenastej, dlatego nie spieszyliśmy się z pakowaniem. Niestety, zaciągnęło się na dobre i deszcz nie zamierzał odpuścić. Trzeba było wdrożyć plan B, czyli ubrać się przeciwdeszczowo i wyruszyć w dalszą drogę.

28 czerwca 2020

pograniczem do Gdyni, czas zacząć!

Dzień pierwszy. Jedziemy. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Kolega Jurek dojechał punktualnie, więc o założonej godzinie jesteśmy gotowi do drogi. Dziś przed nami „przeciętna” stówka, więc jeśli nie będzie niespodzianek, powinniśmy zdążyć przed zmrokiem…

16 czerwca 2016

z Katowic do Janowa Lubelskiego

Tegoroczny wyjazd kajakowy z naszych związków zawodowych zaplanowano na połowę czerwca. Trasa kajakowa przebiegała nurtem rzeki Bukowa - prawobrzeżnego dopływu Sanu, malowniczym przełomem lasów janowskich w zachodniej części Roztocza.

29 maja 2016

podsumowanie pętli słowackiej

Nazajutrz do samochodu miałem ledwie trzydzieści kilometrów, a mimo to wcale nie leniwie pozbierałem się i już o wpół do dziewiątej byłem w trasie. Pogoda znów zachęcała, wokół wszystko pachniało i budziło się do życia. Aż chciało się jechać!

28 maja 2016

dzień bez przygód – czy to możliwe?

Sobota minęła bardzo przyjemnie, w pięknym słońcu i bez żadnych niespodzianek. Na tej wyprawie śmiało mogłem to nazwać osobliwością.

27 maja 2016

przygoda mnie nie opuszcza

Duch przygody nie miał ochoty łatwo ustąpić i trzymał się mnie również drugiego dnia słowackiej wyprawy, i to już od samego rana. Ahoj przygodo – chciałoby się powiedzieć. Począwszy od pękniętych szprych w czwartek, na tej wycieczce było jak u Hitchcocka: najpierw szlag, a potem napięcie tylko narasta.