niedziela, 5 sierpnia 2012

wycieczka do Sobiboru

W sobotę, z racji późnej pory, nie było mi dane zwiedzić muzeum obozu w Sobiborze. Dojechałem tylko na nocleg nad jezioro Białe do miejscowości Okuninka, na południe od Włodawy.

Myślałem, że jestem przygotowany na to, że mamy upalny weekend i może być sporo amatorów niedzielnego wypoczynku, ale to, co ujrzałem nad jeziorem, generowało automatycznie koparę do kolan. Drogą wzdłuż jeziora trudno było się przebić rowerem, samochody stały w korkach, a ludzie łazili po drodze, bo na chodnikach było za ciasno. Zewsząd gwar jak na włoskiej riwierze, głośna muzyka, mnóstwo knajp, nawet park rozrywki z olbrzymim bungee.

To nie było dobre miejsce na nocleg, ale nie miałem wielkiego wyboru, bo słońce już zaszło. Myślałem, że będę szukał pola namiotowego, ale z tym nie było akurat problemu, bo po drodze minąłem ich kilkanaście. Problem był natomiast ze znalezieniem miejsca, nawet zważywszy moje skromne potrzeby (w jakiej ciasnocie się rozłożyłem, można zobaczyć w galerii). Zwieńczeniem wysiłków była wieczorna kąpiel w jeziorze, które uchodzi za jedno z czystszych w kraju. Miód malina!



Nazajutrz, zanim złożyłem namiot, postanowiłem odbyć zaległą wycieczkę do Sobiboru. Jazda "na pusto" była wspaniała! Jedenaście kilometrów w jedną stronę zajęło mi niecałe pół godziny.
Na miejscu miła niespodzianka: wstęp bezpłatny, zarówno na teren obozu, jak i do małego muzeum. Widać, ważniejsze jest propagowanie historii tego miejsca, niż zarabianie na niej.

Dwa słowa o samym obozie. W zasadzie trudno go nawet nazwać koncentracyjnym, bo koncentracji tu wiele nie było: Żydzi przywożeni pociągami z terenu Polski, Ukrainy, Rosji czy krajów Beneluksu, jeśli dojeżdżali żywi, trafiali od razu do komór gazowych. Większość, zwłaszcza tych ze wschodu, nie dożywała dojazdu - ich ciała były wyciągane z wagonów czasem już w stadium zaawansowanego rozkładu. Nic dziwnego, że w końcu w obozie wybuchło zwycięskie powstanie, a około sześciuset więźniom udało się uciec do okolicznych lasów. W efekcie hitlerowcy zlikwidowali obóz, dlatego dziś można zwiedzać teren sosnowego lasu, czytając jedynie tabliczki z opisem, co i gdzie się znajdowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz