środa, 1 sierpnia 2012

zaczęło się

Kolej w tym kraju woła o pomstę do nieba. 350 km w 8 godzin to nawet dla cierpliwego pasażera za wiele. Jasne, można znieść nawet wolną jazdę, ale jeśli na tzw. skomunikowanie (prawda że ładne słowo?) trzeba czekać w Krakowie aż 70 minut, to ktoś tu jednak leci w trąbę. #@$%& monopoliści!

Humor popsuła mi dodatkowo własna skleroza: w domu został cały dodatkowy prąd, tzn. 2 komplety akumulatorów AA, które miały dawać ciągłość zasilania nawet kilka dni bez podłączenia do gniazdka. No cóż, będzie bardziej hardcorowo, ale przecież dam radę.
Jeśli chodzi o trasę, to dziś nie wiele się wydarzyło, bo też niewiele przejechałem. Z Rzeszowa próbowałem jechać krajową 4-ką, ale pomysł ten odpuściłem szybciej niż myślałem, głównie z powodu ogromnego ruchu. Odskoczyłem w boczną drogę tuż za miastem i po niespełna półtórej godzinie byłem już Łańcucie.




1 komentarz:

  1. A ja jutro znakuję szlak rowerowy w Jeżowem :-)
    Mam nadzieję, że skończę zanim dojedziesz do K-wa ;-)
    Szerokości!

    OdpowiedzUsuń