wtorek, 31 lipca 2012

końcowe odliczanie

W środę rozpoczynam moją kolejną, czwartą już wyprawę rowerową. Tym razem jadę Rowerem po Ścianie, z dołu do góry ;-) Ok, tak naprawdę to po polskiej Ścianie Wschodniej, z południa na północ.
Będzie to najdłuższy jak dotychczas odcinek, bo z kalkulacji wynika, że powinienem przekroczyć dystans 800 km. Nazwa nie jest moja, ale bardzo mi się podoba - zaczerpnąłem ją z artykułu Marka Henzlera na łamach Polityki, który odnalazłem, szukając pomysłów na trasę w tym roku.
Na początek, by nie było za lekko, małe schody podczas kupowania biletu do Rzeszowa. Chciałem sobie pojechać InterRegio na trasie Katowice - Łańcut. Szybkie połączenie w okolicach dziewiątej rano z Katowic i raptem kilka przystanków po drodze.  Przewóz rowerów też możliwy. Bajka! A raczej - bańka. Czar prysł w okienku. Pani kasjerka stwierdziła, że pociąg nie zabierze mojego roweru, bo po drodze, przed Krakowem, jest zastępcza komunikacja autobusowa. Zadrżałem... Pfff! I tu znów niespodzianka: następny, TLK, po dziesiątej, już zabiera rowery i nie ma przesiadek do autobusu. No cóż, oto Polska właśnie :)

1 komentarz:

  1. Polska kolej niereformowalna i nieprzewidywalna.

    OdpowiedzUsuń