piątek, 3 sierpnia 2012

cycek Polski

Za Zamościem jakby się cywilizacja skończyła. Wprawdzie do granicy, główna droga, a jednak ruch dużo mniejszy. Mniej wsi, a zatem i skkepów spożywczych z chłodną mineralną, której tego dnia potrzebowałem rekordowo dużo.

Do celu miałem jeszcze 70 kilometrów. O piętnastej opuściłem Zamość, wątpiąc, czy na pewno uda mi się wykonać plan dnia. Na szczęście teraz jechałem na nowych pedałach, do których buty przylegały wprost wyśmienicie.
Późnym popołudniem dotarłem do Hrubieszowa - najdalej wysuniętego na wschód miasta w Polsce. Po krótkim objeździe miasta udałem się nad brzeg Bugu do wsi Gródek, by obejrzeć pozostałości średniowiecznego grodu Wołyń, od którego swoją nazwę bierze cały okoliczny region. Miejsce należało do Grodów Czerwieńskich, które za Piastów przechodziły z rąk do rąk i były terytorium spornym Polaków i Rusinów.
Zobaczyłem stromy kopiec z tablicą informacyjną, jednak, jako że gród był przecież drewniany, żadnych śladów murów nie znalazłem.

* * *

Na nocleg zatrzymałem się tuż przed Zosinem, naldalej wysuniętą na wschód wsią w Polsce. Od Hrubieszowa jechałem, mając po prawej dolinę Bugu, po lewej zaś Grzędę Horodelską. Gdy po raz pierwszy czytałem o niej w przewodniku, nazwa kojarzyła mi się jedynie z kurnikiem ;) W rzeczywistości jest to porośnięty łąkami garb, który w pełni zasługuje na miano grzędy. Wrzyna się ona południkowo w Bug, przez co rzeka zatacza szeroki łuk, dzięki czemu w Zosinie możemy powiedzieć, że tu słońce tylko zachodzi nad Polską.

1 komentarz:

  1. Czytam i oglądam i trochę zazdroszczę. Dodaję komentarz anonimowo, bo nie umię inaczej, chociaż jestem zalogowany. Leszek

    OdpowiedzUsuń