niedziela, 31 maja 2015

niedzielny Firlej

Niedziela okazała się dniem równie pogodnym, jak poprzednie. Towarzystwo szybko się zwinęło, to znaczy część pojechała na zwiedzanie żab i motyli w Poleskim Parku Narodowym, a reszta, ta niezainteresowana, rozjechała się do domów, podobnie jak moi współlokatorzy.
Przed dziesiątą byłem więc gotów do dalszej drogi, mimo że moje wcześniejsze plany zakładały w tym dniu tylko dojazd nad jezioro Firlej.

czwartek, 28 maja 2015

nad Łukcze już rzut beretem

W czwartek obudziły mnie promyki słońca, nieśmiało wślizgujące się przez zasłonę. Zapowiadał się piękny dzień, nareszcie! Spakowałem się bez pośpiechu, bo tego dnia planowałem zwiedzanie Lublina i ledwie czterdzieści kilometrów do Raczka nad jezioro Łukcze, gdzie miała rozpocząć się nasza impreza kajakowa – pierwszy z celów mojego wyjazdu.

środa, 27 maja 2015

byle za Wisłę!

Nazajutrz zbieranie szło mi dosyć opornie. Na zewnątrz mokro, ulewa w najlepsze i zimno, co najwyżej osiem stopni. Prognoza mówi, że pod koniec dnia ma się przejaśnić. Tego dnia mam do przejechania jakieś sto kilometrów, więc mogę sobie pozwolić, by trochę opóźnić wyjazd.

wtorek, 26 maja 2015

w dwa dni z Rybnika do Sandomierza!

Drugi dzień o dziwo rozpoczął się również na sucho, choć prognozy były inne. Moja radość nie trwała jednak długo, bo, jak mówią, co ma wisieć nie utonie. Ale od początku. Póki co, po stu pięćdziesięciu kilometrach kręcenia dowiedziałem się, że jestem w Wodzisławiu. Tym razem co prawda nie jechałem przez Radlin ani Leszczyny, bo te wsie leżą bliżej Kielc, ale znajomych klimatów nadal sporo.

poniedziałek, 25 maja 2015

rowerem na kajaki

Zaczęło się tak, jak w tym kawale o glizdach, to znaczy że kumple wyciągnęli mnie na ryby… No dobrze, może nie na ryby, ale na kajaki. Wieprzem. Jeśli ktoś nie kojarzy, Wieprz to rzeka na Lubelszczyźnie, prawy dopływ Wisły. Kumple z pracy, ekipa ta co zwykle.