poniedziałek, 6 lipca 2020

Bałtyk osiągnięty!

Poranek dziewiątego dnia rozpoczął się bardzo obiecująco. Słońce prażyło od wczesnych godzin i choć wiatr nie miał ochoty osłabnąć, to tłumaczyłem sobie, że przecież wieje od zachodu, więc może być co najwyżej boczny.

niedziela, 5 lipca 2020

lecim na Szczecin…

Rano z Uferloos nie chciało mi się wyjeżdżać. Niepowtarzalna atmosfera i magia tego miejsca działały jak magnes. Zrobiłem bez pośpiechu wstępne pakowanie i zauważyłem, że goście zaczynają gromadzić się wokół wiaty z ławostołami. Tam i z powrotem biegały panie z obsługi i znosiły coraz to nowe półmiski z jedzeniem. Czyli co, śniadanko? Wczoraj wieczorem nikt mi o nim nie wspomniał, więc czułem się trochę niepewnie. Zrobiłem sobie kawę i czekałem na rozwój wydarzeń. Nic, najwyraźniej jednak śniadanko było w cenie, dlatego nie marnując dłużej czasu zabrałem się za jedzenie. Chmur na niebie tego dnia było sporo i cały czas przybywały, więc po śniadaniu spakowałem resztę dobytku i ruszyłem w drogę.

sobota, 4 lipca 2020

do ujścia Nysy i dalej, w najdziksze ostępy Niemiec Wschodnich

Lampa i upał od wczesnych godzin porannych – to misie lubią najbardziej. Już o dziewiątej, mimo cienia sosnowego boru, wszystkie pozostałe ciuchy, które rozwiesiłem wieczorem, były suche. Podobnie namiot, który, jak mało kiedy, nie wymagał suszenia nawet od wewnątrz. Stwierdziłem, że warto wykorzystać ten czas i zrobiłem sobie śniadanie nad jeziorem. Potem sprawne pakowanie i już pędzę lasem, bardzo spokojnymi sosnowymi ścieżkami i docieram do Guben.

piątek, 3 lipca 2020

w dół Nysy, przez stukilometrowy powiat

Poprzednio tego nie napisałem, ale dojechałem na kemping na tyle szybko, że postanowiłem zrobić sobie przepierkę. Patrzę – stoi suszarka na pranie, jest szeroki zlewozmywak – to czemu nie? Był nawet taki, nie wiem jak to nazwać, garaż? Otwarty całą noc, a chroniący przed deszczem. Wstawiłem sobie tam pranie i miało schnąć do rana. Miało. Nocą padało i rano większość ciuchów miałem nadal wilgotną. No nic. Spakowałem je do reklamówki i schowałem, bo pogoda nadal daleka była od stabilnej.

czwartek, 2 lipca 2020

rozstanie, Trójstyk i relaks na niemieckim asfalcie

Czwartek powitał nas piękną pogodą i z żalem opuściliśmy nasze miejsce noclegowe. Jurek przespał się ze swoim problemem i ostatecznie zdecydował na powrót do domu. Było nam obydwu przykro, ale zdrowie jest ważniejsze od przyjemności, dlatego przyjąłem jego decyzję ze zrozumieniem. Razem przejechaliśmy w sumie 367 trudnych górskich kilometrów i teraz naprawdę ciężko było się rozstać. Ostatecznie pożegnaliśmy się na centralnym skrzyżowaniu w Starej Kamienicy i każdy z nas podążył w przeciwną stronę: Jurek na wschód do Jeleniej a ja na zachód, w kierunku Świeradowa.

środa, 1 lipca 2020

pozdrawiamy Karkonosze

Spało się znakomicie. Około ósmej doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas ruszyć się z wyra i przygotować do drogi. Okienko barowe na kempingu było nadal zamknięte, a ja miałem ochotę na jakieś śniadanie na ciepło. Na szczęście przed wyjazdem pani jednak dotarła na miejsce i otwarła przybytek. Zamówiłem sobie parkę (parówkę) i powróciłem do pakowania.

wtorek, 30 czerwca 2020

kurs na Skalne Miasta

Nazajutrz już przed dziewiątą byliśmy w trasie. Trochę wkręcili nas właściciele stancji, mówiąc, że rano do 850 musimy opuścić pokój. Cóż z tego, kiedy właścicielka przyszła już kwadrans po ósmej i dała dziesięć minut na wyjazd. Chcąc nie chcąc, musieliśmy prędko spakować się i ruszyć w drogę. Plus był taki, że przy dobrej pogodzie mieliśmy niezłą okazję, by nadrobić wczorajsze braki. A pogoda nam sprzyjała tego dnia.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

wzdłuż granicy do Kotliny Kłodzkiej

Drugi dzień miał rozpocząć się deszczowo i tak też było. Wykresy pogodowe mówiły, że przestanie padać o jedenastej, dlatego nie spieszyliśmy się z pakowaniem. Niestety, zaciągnęło się na dobre i deszcz nie zamierzał odpuścić. Trzeba było wdrożyć plan B, czyli ubrać się przeciwdeszczowo i wyruszyć w dalszą drogę.

niedziela, 28 czerwca 2020

pograniczem do Gdyni, czas zacząć!

Dzień pierwszy. Jedziemy. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Kolega Jurek dojechał punktualnie, więc o założonej godzinie jesteśmy gotowi do drogi. Dziś przed nami „przeciętna” stówka, więc jeśli nie będzie niespodzianek, powinniśmy zdążyć przed zmrokiem…