poniedziałek, 7 lipca 2014

Finlandia jeszcze nie tym razem...

Po raz kolejny życie spłatało mi przykrego figla. Pewnie wiecie, że od kilku miesięcy przygotowywałem się do wyprawy do Finlandii, do której mieliśmy wyjechać 4 lipca z moimi znajomymi z Klubu Rowerowego Ondraszek z Cieszyna... To, że z tego nic nie wyszło i dlaczego, przeczytacie poniżej.

W tle tych przygotowań znajdował się mój teść, który od dłuższego czasu cierpi na skrajną niewydolność krążenia. Ale to, że na przełomie czerwca i lipca jego stan ulegnie drastycznemu pogorszeniu, nie sposób było przewidzieć. Koniec końców nie wyjechałem, bo na kogo mieliby liczyć moi najbliżsi, jeśli nie na mnie?

Tymczasem nieplanowanemu bezruchowi postanowiłem choć w części przeciwdziałać: w niedzielę wyskoczyłem na 120 km pętlę przez Racibórz, Kietrz a potem wsie wszelakie (w tym Suchą Psinę, a jakże). W poniedziałek wziąłem jeden dzień urlopu (a co, miałem ich przecież mieć aż jedenaście!) i powtórzyłem wyjazd, tym razem zawijając o czeski Śląsk. Wzgórza i bezkres pól Opolszczyzny dają choć namiastkę wakacyjnej wolności, o którą teraz tak trudno...

Trasy te dedykuję mojemu teściowi z życzeniami powrotu do zdrowia! Trzymaj się, Tadziu!

Co wyszło z tej podwójnej eskapady, zobaczcie sami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz