niedziela, 28 czerwca 2020

pograniczem do Gdyni, czas zacząć!

Dzień pierwszy. Jedziemy. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Kolega Jurek dojechał punktualnie, więc o założonej godzinie jesteśmy gotowi do drogi. Dziś przed nami „przeciętna” stówka, więc jeśli nie będzie niespodzianek, powinniśmy zdążyć przed zmrokiem…
Pierwszy przystanek mamy u kolegi Mareczka z Ekipy. Żar leje się z nieba, my po łyku wody, pamiątkowe selfie w ogródku i dalej w drogę. Docieramy do Kobyli, skąd rozpościera się pierwszy efektowny widok na Racibórz i dolinę Odry.
Następnie szybki zjazd w dół i już za Raciborzem kolejna szeroka perspektywa na tą samą okolicę, ale od zachodu. Racibórz już za plecami i w przeciwnym kierunku. Gnamy przez pola w kierunku Kietrza, lampa i żar na całego. Docieramy do Pietrowic Wielkich.
GPS kieruje nas na boczną drogę i to dobrze, bo chcemy wspiąć się na nową wieżę widokową i rozejrzeć dookoła.
Widok z góry jest zacny! Jak okiem sięgnąć pagórki, pola i tylko góry na horyzoncie przypominają, że właśnie minęliśmy Bramę Morawską.
Szybko przejeżdżamy senny Kietrz i boczną drogą docieramy do Suchej Psiny. Pogoda – zgodnie z prognozą – zaczyna się psuć, a po okolicy przemieszczają się fronty burzowe z charakterystycznymi słupami wody. Nam jakoś udaje się przemykać między nimi. Docieramy do Głubczyc, a potem znów boczną drogą na Pomorzowiczki. Tak, do odważnych świat należy, dlatego decydujemy się podjąć ryzyko zatrzymania przez Czechów – w końcu jeszcze trzy dni do zniesienia obostrzeń covid dla Ślązaków. Przejazd przez wcięcie Osoblahy oszczędza nam okolo 10 km i… nie dzieje się nic!
Czesi, podobnie jak Polacy, pozamykani w swoich czterech ścianach – na drogach pusto, również policji nie widać. Nie niepokojeni przez nikogo, docieramy do Prudnika. Niedziela handlowa, więc zatrzymujemy się przy markecie na szybki posiłek. Pogoda psuje się z minuty na minutę, dlatego postanawiamy nie czekać, tylko jak najszybciej dotrzeć do Pokrzywnej.
Pewien gość podczas posiłku przy Biedrze zachęcał nas do zajechania na nocleg do schroniska PTSM w Pokrzywnej. Okej! Dojechaliśmy tam, ale mimo sezonu w pełni, nikt nie otworzył. Ostatecznie więc kończymy dzień w ośrodku Złota Dolina, czyli tak naprawdę tam, gdzie pierwotnie planowałem. O namiotach nie ma mowy z przyczyn pogodowych, ale dostaliśmy właśnie śliczny różowy domek w tej samej cenie. Nie jest źle. Do jutra!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza